Przydomowa oczyszczalnia suwałki

Wybudzona ze snu

Puk, puk. Usłyszałam rozlegający się łomot w stare, drewniane drzwi. Zaraz potem wygramoliłam się z łóżka i zeszłam po schodach. Przyrzekam, że jeżeli mój mąż ich nie naprawi w ciągu paru dni, rozwiodę się z nim. Dwa lata temu kupowaliśmy gniazdko, który miało być zaspokojeniem naszych marzeń. W planach był gruntowny remont, jednakże okazało się, że wydatki są w znacznym stopniu większe aniżeli myśleliśmy.
Kiedy już otworzyłam drzwi i przetarłam zaspane oczy, wyrósł przede mną gliniarz. Wzniosły, nawet urodziwy. Miał łobuzerski uśmiech. Niestety, wizerunek nie szedł w parze z postępowaniem. Opryskliwie obwieścił, że nasze szambo zatopiło posesję sąsiadów. „Jak to możliwe?” – pomyślałam. Szybko okazało się, że to prawda. Tak okrutna jak to, że w zeszłym roku potargałam nowiutkie rajtuzy, wysiadając z samochodu przed barem, w którym miała odbyć się zabawa sylwestrowa. Kosztowały ponad sto złotych! Były modelujące a w dodatku droższe od sukni, którą zdobyłam w second handzie.
„Kochanie, mam dość” – powiedziałam do Huberta. Bowiem ta brudna a przy tym śmierdząca sprawa zaczęła nas przerastać. Ekspresowo podjęliśmy decyzję dotyczącą naszej wody a przy tym siuśków – w postaci już przetworzonej. Najwłaściwszym rozwiązaniem tego kłopotu okazała się być przydomowa oczyszczalnia.
sitemap